JAN MAREK - samotnik o wielkim sercu.
- Szczegóły
- Opublikowano: 11 lipiec 2013
- Kategoria: Sylwetka Jana Marka
- Z.K.
Urodził się 13 stycznia 1931 roku w Pogórzu. Ojciec był kolejarzem, matka ze znanej i zasłużonej rodziny Bączków – prowadziła niewielkie gospodarstwo i wychowywała pięcioro dzieci.
Szkołę powszechną rozpoczął przed wojną, a ukończył dopiero po jej zakończeniu. Potem trudnił się furmanką, ale za radą matki podjął naukę w Szkole Rolniczej w Międzyświeciu. Nakaz pracy odrabiał w Opolu, a służbę wojskową w Starogardzie Szczecińskim. Mimo, że ciągnęło go do świata, wrócił na ojcowiznę, do rodzinnego gospodarstwa, do Pogórza.
Pracował w wydziale rolnictwa Rady Powiatowej w Cieszynie, a następnie w Brennej, Ochabach, Dębowcu i Skoczowie. Zajmował się organizacją szkoleń rolniczych, pokazów, był członkiem komisji przydzielających traktory czy materiały budowlane. Ceniono go za świetną znajomość terenu, fachowość, a najbardziej za uczciwość. Traktor kupił jako ostatni z posiadających przydział...
Związany z rolnictwem, został członkiem ZSL, chociaż działalność polityczna go nie pociągała. Wśród wielu odznaczeń, które otrzymał za długoletnią, sumienną pracę był order Polonia Restituta.
Do sportu zaprawił go starszy brat Józef, zapalony sportowiec. W wieku 4 lat jeździł już dobrze na rowerze, a w dwa lata później rozpoczął naukę jazdy na nartach, które dostał pod choinkę od wuja Karola Bączka, także zapalonego turysty i sportowca.
Do ludzi i działania ciągnęło go od najmłodszych lat. Jeszcze przed wojskiem założył wraz z kolegami – Józefem i Stanisławem Kocmanami, Eugeniuszem Dudą, Bronisławem Pasternym, Oskarem Hadyną i Marcelim Hyrnikiem – Ludowy Zespół Sportowy w Pogórzu. Po powrocie do rodzinnej wsi zaangażował się bez reszty w działalność sportową. Wspominał między innymi „Mieliśmy szajbę na punkcie sportu! Na pierwsze mistrzostwa w skokach narciarskich w Szczyrku pojechaliśmy na nartach i wracać trzeba było nocą! Szalało się nie tylko zimą. LZS Pogórze startował w dwudziestu trzech dyscyplinach sportu! Siatkówka, tenis, szachy, ping-pong, piłka, kolarstwo, rajdy samochodowe, lekkoatletyka – żeby wymienić niektóre z nich”.
Przez trzy kadencje był prezesem klubu. Prowadził także działalność kulturalną – organizowali przedstawienia teatralne, wieczorki taneczne. Magnesem dla wielu mieszkańców był wtedy telewizor, o który się postarał dla wiejskiej świetlicy.
Zawsze miał wokół siebie liczną na grupę chłopców, których z zapałem szkolił na lekkoatletów i narciarzy. Wyjeżdżał z nimi na zawody i imprezy sportowe, często biorąc na siebie koszty transportu i utrzymania. Wszędzie go było pełno, był z ludźmi, wiele dla mich robił. Stale miał nowe pomysły, które następnie pod jego bacznym okiem były realizowane. Tak było z budową pawilonu sportowego w Pogórzu czy z organizowanym od 10 lat Cossem Świętojańskim. Oczkiem w jego głowie pozostawała młodzież, zwłaszcza ta z sekcji lekkoatletycznej. W ostatnich latach jego dumą byli biegacze szkoleni przy klubie sportowym w Pogórzu przez znanego trenera Zdzisława Kołodziejczyka. Swej samotności zawdzięczał samowystarczalność, stawianie sobie wysokich wymagań. Potrafił godzić pracę zawodową z prowadzeniem gospodarstwa, angażował się społecznie w różnych dziedzinach i uprawiał czynnie sport, niezależnie od pory roku. Od kilkunastu lat były to główne biegi przełajowe i uliczne na długich dystansach. Pokonanie 20, 40 czy nawet 70km na nartach czy biegiem nie stanowiło dla niego problemu. Taką serię zaliczył jeszcze na przełomie stycznia i lutego 2001 r. w Alpach austriackich i włoskich. W swoim domu na górce urządził izbę regionalną, pod sufit zapełnioną przywożonymi z kolejnych imprez pucharami, medalami, dyplomami, ale też licznymi pamiątkami, jak koszulki, numery startowe i in. Jako parafianin pogorski wiele godzin spędził przy budowie kościoła, pozostawiając po sobie także dzwon kościelny, który kupił za kilkunastoletnie oszczędności. W ostatnim roku oddał do konserwacji stary, zabytkowy krzyż, którego już jednak [ze względu na przesunięcie terminu] nie zdążył postawić. Ten niezwykle dobry i szlachetny i skromny człowiek był też kopalnią wiedzy o regionie, miłośnikiem gwary i folkloru, wielkim patriotą. Do ostatnich dni zachował niezwykłą sprawność umysłową i fizyczną, tworzył, działał, planował...
Wielka szkoda, że tragiczna śmierć przekreśliła możliwość realizacji jego dalszych zamierzeń. Odszedł w pełni sił twórczych, pozostawiając pustkę i ogromny żal. Pozostanie dla nas na zawsze wzorem pięknego, pożytecznego i pracowitego życia.

